Tuesday, 27 November 2012

Confettura di castagne / Dżem z kasztanów

Polska wersja 

Secondo me la confettura di castagne come preparazione è la più facile di tutte le confetture, perché non ci sono problemi con la densità come nel caso di altri frutti, dove la consistenza (e l'acidità) può variare a seconda della maturità del frutto. Basta scegliere delle buone castagne e il resto è facile. Con poco sforzo otteniamo una crema setosa che profuma leggermente di cannella e di vaniglia e fa venire in mente il Natale. Altro che nutella! 


INGREDIENTI:
  • 3 kg di castagne
  • 1,6 kg di zucchero
  • 1 baccello di vaniglia
  • 1 stecca di cannella

Ho lavato e asciugato le castagne, le ho incise e le ho cotte al forno a 180°C per ca. 15-20 minuti. Dopo aver sbucciato le castagne, le ho sistemate in una pentola capiente, le ho ricoperte d'acqua e le ho cotte per ca. 30 minuti finché non sono diventate facili da schiacciare. Se dopo la cottura rimane tanta acqua, occorre scolarle, ma nel mio caso l'acqua era quasi completamente evaporata, quindi le ho frullate direttamente con il minipimer. Si può anche usare il passa verdure.


In un'altra pentola ho preparato lo sciroppo di 400 ml d'acqua e lo zucchero. Ho versato lo sciroppo nella purea di castagne e ho mescolato per ottenere una consistenza omogenea. Ho aggiunto la stecca di cannella e il baccello di vaniglia tagliato secondo la lunghezza. Ho cotto la confettura per ca. 15 minuti, giusto il tempo di far amalgamare i sapori. Ho tolto la vaniglia e la cannella e ho versato la confettura nei vasetti sterilizzati e asciutti. Ho sigillato bene i vasetti e li ho capovolti per 10-15 minuti. Una volta rimessi "in piedi" si cominciano a sentire i caratteristici "click" dei coperchi, quindi adesso le nostre confetture sono al sicuro sottovuoto. :)

Di 3 kg di castagne ho ottenuto 8 vasetti medi di confettura.


Monday, 19 November 2012

La Sagra delle sagre a Sant'Angelo dei Lombardi / Sagra w Sant'Angelo dei Lombardi


Potevamo mai mancare alla sagra delle sagre?! Se si tratta di andare ad assaggiare degli ottimi piatti di montagna e a caricarci la macchina di castagne, mele, pane, formaggi, funghi ecc. non ci spaventa né la pioggia né la nebbia... :) Ecco il mio "fotoreportage"...
Czy mogliśmy przegapić taką sagrę?! Sagra to włoski festyn organizowany na cześć jakiegoś konkretnego produktu, np. kasztanów, grzybów, malin, wina, itp. "Sagra delle sagre" to "festyn festynów", gdzie można  znaleźć najróżniejsze produkty lokalne i wyroby rzemieślnicze. Jeśli chodzi o degustację i kupowanie kasztanów, serów, chleba, grzybów itp. itd., nie straszny nam ani deszcz ani zimno ani mgła... :) Oto mój "fotoreportaż"...


Sant'Angelo dei Lombardi è un piccolo paese in provincia di Avellino, un paesino molto bello e curato. 
Sant'Angelo dei Lombardi to niewielka miejscowość w górach niedaleko Avellino w regionie Kampania. Bardzo ładne i zadbane miasteczko.  


Il pane lievitato naturalmente: semplice, con le olive, al peperoncino, con le noci...
Chleb na zakwasie: zwykły, z oliwkami, z ostrą papryczką, z orzechami...



Formaggi: di pecora, di capra, al tartufo, di fossa...
Sery: owczy, kozi, z truflami, di fossa (sery, które dojrzewają w "dole", w piwniczce, zobaczcie ten link)...

al peperoncino, con la vinaccia...
sery z z ostrą papryczką, i te dojrzewające w wytłokach z winogron...


 a forma di ciuccio e di maialino...
w kształcie smoczka i prosiaczka... (na zdjęciu nie widać dobrze prosiaka :))


E poi ancora le foto dei vicoletti
I jeszcze kilka zdjęć uliczek Sant'Angelo


E tra un vicoletto e l'altro:
A miedzy jedną uliczką i drugą: kiełbasa z tzw. brokułami. Po polsku to warzywo powinno się nazywać brzoskiew, łac. Brassica rapa


Questa, invece, era secondo me la bancarella più bella di tutta la sagra. Se dovessi organizzare io una bancarella, la farei così:
A to moim zdaniem najładniejszy stragan całej sagry. Jeśli miałabym przygotować stragan, prawdopodobnie wyglądałby tak:




Purtroppo non ho fatto le foto dei primi che abbiamo mangiato: le lagane con i ceci e le tagliatelle ai funghi porcini migliori di sempre... ma ho fotografato almeno i "pizzilli" con la ricotta e funghi porcini... Si sta avvicinando l'ora di pranzo? Perché comincio a sentire fame... :)
Niestety nie zrobiłam zdjęć pierwszego dania (makaronu), a był naprawdę pyszny: lagane z ciecierzyca i tagliatelle z borowikami... pycha! Zrobiłam za to zdjęcia smażonej pizzy z ricotta i borowikami...  zaczyna mi burczeć w brzuchu... :)




Poi c'erano le castagne nei bellissimi sacchi di iuta...
No i oczywiście nie mogło zabraknąć kasztanów w pięknych workach z juty...





E poi taralli con le castagne, funghi porcini, broccoli, rosmarino, aglio, peperoncino... e tutto quello che Vi potreste immaginare. Io ho comprato quelli con i funghi che avevano dei pezzettini di porcini e con i broccoli...
No i taralli (kruche obwarzanki) z kasztanami, grzybami, "brokułami", czosnkiem, rozmarynem, ostrą papryczką... i z czym tyko można sobie zażyczyć... Ja kupiłam te z borowikami i z brokułami...  Ślinka cieknie!



Conoscete il caciocavallo impiccato? 
Słyszeliście o "powieszonym" serze caciocavallo? Zaczyna powoli topić się od dołu i to, co się topi, nakłada się na chleb.



Una fetta di pane casareccio, il caciocavallo fuso, una fetta di prosciutto e un bicchiere di vino "paesano"... e non ci spaventa neanche la pioggia... :)
Kromka chleba, roztopiony ser caciocavallo, plasterek szynki parmeńskiej i trochę czerwonego "chłopskiego" wina... i nawet deszcz nam nie straszny... :)


Non è bella questa zucca? Bisognerebbe fare un corso di carving...
Czy ta dynia nie jest piękna? Przydałby się kurs carvingu...


Oltre ai prodotti alimentari c'erano anche degli stand con dei prodotti artigianali come le candele di cera d'api, la ceramica...
Poza jedzeniem na sagrze były też rożne wyroby rzemieślnicze: ceramika, świece z wosku pszczelego...


e i cesti intrecciati a mano. Saluto mio nonno che li sa fare! :)
i wyplatane ręcznie kosze... Przy okazji pozdrawiam mojego dziadka, który też potrafi wyplatać kosze! :)


Alla fine Vi posto anche questi due partecipanti alla sagra a quattro zampe... :)
A na koniec zdjęcia czworonożnych uczestników sagry... :)


Friday, 16 November 2012

Kuchnia włoska / Cucina italiana



Tym razem będzie po polsku o kuchni włoskiej. Wiadomo, włoskie jedzenie kojarzy się przede wszystkim z makaronem i pizza... Faktycznie przeciętny Włoch je makaron codziennie jako pierwsze danie, a pizzę przynajmniej raz na tydzień, góra dwa... O tym jak przyrządzać makaron i pizzę all'italiana (po włosku) napisze oddzielnie, bo dużo by opowiadać... :)

Filozofia kuchni włoskiej


Jeśli miałabym określić jaka jest filozofia kuchni włoskiej, powiedziałabym, ze opiera się na składnikach najlepszej jakości, które powinny być jak najmniej przerobione. Moim zdaniem esencja włoskiej kuchni jest bruschetta z pomidorami i oliwą. Składniki? Kromka wiejskiego chleba na zakwasie najlepiej pieczonego w piecu drzewnym, pokrojone na kawałki dojrzale i soczyste pomidorki koktajlowe, oliwa z oliwek z reguły kupiona u znajomego rolnika (każdy zna kogoś, kto mieszka na wsi i produkuje oliwę), kilka listków świeżej bazylii, szczypta soli i gotowe... niby nic, a jednak... prostota, doskonała jakość składników i przygotowanie, które nie zabija smaku poszczególnych składników... Na tym sposobie myślenia opiera się cala kuchnia włoska. W ten sam sposób przygotowuje się ryby morskie: bez marynaty, przypraw itp.. Wystarczy trochę czosnku, dwa pomidorki i gotowe... Kiedyś gotowano nawet rybę z morską wodą, żeby nie straciła smaku morza... Niestety, jak dla mnie, w ten sam sposób przyrządza się mięso z grilla, którego (o zgrozo!) nie marynuje się, nie przyprawia i nawet nie soli! Jak opowiadam o tym, jak z reguły wygląda polski grill z marynowanym miksem, sosami, aromatyzowanym masełkiem itd., pytają mnie "Czyli Wy nie lubicie smaku mięsa?"... :) 

Jak to wygląda w praktyce? Przejdźmy do krótkiego opisu tego, co przeciętny Włoch je w ciągu dnia.

Śniadanie po włosku 

http://obiettivobenessere.tgcom24.it
Włoskie śniadanie jest rygorystycznie na słodko, wiec jeżeli wybieracie się na wakacje do Włoch, nie spodziewajcie się jajek na bekonie czy kanapek :) (chyba, że w hotelach z menu międzynarodowym). Z reguły śniadanie to kawa z mlekiem i do tego rogalik, kawałek babki czy innego ciasta, ciastka itp. Nota bene, ciastka maczane w mleku! Na początku brzydziło mnie to maczanie ciastek w mleku, kawie czy czym popadnie, bo takie rozmięknięte ciastka nie są zbyt apetyczne... ale teraz muszę się przyznać, że ja tez maczam ciastka w cappuccino... Wiem, to okropne, mogę dodać na moje usprawiedliwienie, że maczam tylko niektóre ciastka (te twardsze) i tak, żeby nie rozmiękły za bardzo :)

Obiad po włosku


Generalnie kompletny włoski posiłek (obiad czy kolacja) składa się z: antipasto (starters), pierwsze danie to makaron albo risotto, drugie danie: mięso albo ryba z przystawką, na koniec owoce i po obiedzie obowiązkowo kawa. Im ważniejszy obiad, tym więcej dan. W tygodniu je się z reguły tylko pierwsze albo drugie z przystawką, a w niedziele hulaj duszo :) Niedzielny (czy inny świąteczny) obiad zaczyna się od rozmaitych przystawek: szynki, salami i rożne sery, warzywa w oleju, bruschette, słone tarty itp. itd.... Potem, jak jest się już najedzonym i marzy się o kawie :), przychodzi czas na właściwy obiad... czyli makaron albo risotto, może być tez lasagna, czy inny rodzaj zapiekanego makaronu... bo jak to mówią moi znajomi Włosi, dopóki się nie zje makaronu, cala reszta to tylko cose di sfizio (powiedzmy "kaprysy", "zachcianki", w każdym razie rzeczy niepoważne). Po makaronie mamy mięso pieczone albo z grilla i do tego ziemniaki, sałatę, grillowane albo zapiekane warzywa... potem owoce, ciasto czy inny deser, potem kawa... i z reguły kończymy na likierze czy innym alkoholu, który ma nam pomoc... strawić obiad :) Dodam jeszcze, że cały posiłek jest obficie podlany wodą i winem.

Aha, co do zup, to przynajmniej w centrum i na południu je się zupy tylko zimą albo jak się jest chorym (podobnie jak herbatę)... :) włoskie zupy są gęstsze i pokropione oliwą. Np. często słyszałam opinie, że makaron z fasolą to zupa, bo sos jest trochę bardziej wodnisty i jest go więcej... Co kraj to obyczaj...  

Monday, 12 November 2012

Cavoletti di Bruxelles con le castagne / Brukselka z kasztanami

Polska wersja

"Nie lubię brukselki!" ("Non mi piacciono i cavoletti di Bruxelles"). Questa è una delle frasi che ho pronunciato spesso da bambina. Mia mamma cercava in vano di farmeli mangiare nelle zuppe o come contorno, ma niente da fare... Del resto da piccola non mangiavo niente o quasi niente... Chi mi conosce sa che questi tempi sono irreversibilmente passati... :) 

Il primo segnale di questo cambiamento c'è stato quando avevo ca. 12/13 anni. Mia mamma aveva preparato un pranzo vegetariano e io, che non ho mai voluto mangiare la carne, pensando che si trattasse solo di contorni e dopo aver aspettato inutilmente il piatto principale ho chiesto "ma dov'è la cotoletta?"... E così è finito il mio periodo di inappetenza :)  


Ah, devo confessare che questa è una ricetta ispirata (perché non mi permetterei mai di dire che è uguale ;P) alla ricetta di Gordon Ramsay. E' una delle ricette del programma "Gordon Ramsay's Ultimate Christmas" dell'anno scorso. Non mi ricordo se Gordon aveva usato la cipolla, ma a me piace molto, quindi l'ho messa.


INGREDIENTI:
  • 400 g di cavoletti di Bruxelles freschi
  • ca. 10 castagne piccole 
  • 125 g di pancetta a dadini
  • 1/4 cipolla (facoltativo)
  • olio evo
  • sale q.b.


Innanzitutto ho cotto le castagne. Ho scelto quelle più piccole, perché volevo lasciarle intere.Ho lavato i cavoletti di Bruxelles, ho tritato la cipolla. In una padella antiaderente ho soffritto leggermente la cipolla con un filo d'olio e ho aggiunto i cavoletti e li ho coperti. Ho abbassato il fuoco e li ho fatti stufare per ca. 15 - 20 minuti (dipende dalla grandezza dei cavoletti). Ho tostato a parte la pancetta a dadini. Nella padella con i cavoletti ho aggiunto le castagne cotte e sbucciate e la pancetta croccante. Ho cotto tutto insieme per un paio di minuti per far amalgamare i sapori. Come direbbe Banderas una cosa "semplice semplice" ;) Quanta gente famosa che ho nominato oggi :)



Wednesday, 31 October 2012

Ravioli con... zucca e ricotta :) / Ravioli z... dynią i ricottą :)

Polska wersja

Sì, sì, lo so, Vi sto annoiando... ma la zucca non perdona :) Del resto è lei la regina dell'autunno... E quindi questa volta mi sono divertita a fare i ravioli con la zucca... In realtà è la prima volta che ho fatto la pasta all'uovo. Ho fatto altre volte le tagliatelle, ma la pasta all'uovo mai... Per la prima volta penso sia andata bene, anche se ho qualche appunto per il futuro... :) e poi, queste uova comprate non hanno nessun colore! Ma non dovrebbe essere più gialla la pasta con tre uova? 


INGREDIENTI per la pasta:
  • 300 g di farina
  • 3 uova (non fredde dal frigo)
  • sale
INGREDIENTI per il ripieno e il condimento:
  • 400 g di zucca 
  • 125 g ricotta 
  • semi di zucca tostati 
  • burro 
  • parmigiano
 

Innanzitutto ho preparato la polpa di zucca: ho cotto la zucca tagliata a pezzettini con un mestolo d'acqua (in alternativa si può cuocere al forno al cartoccio) e una volta cotta, l'ho schiacciata con la forchetta. Dopo ho unito la polpa di zucca alla ricotta. Potete condire il ripieno a piacere, p.es. con la noce moscata, il pepe ecc. Io ho voluto lasciarlo più semplice possibile per non coprire il sapore della zucca che è già delicato... o sarò io che con questo raffreddore non sento nulla...?

Ho setacciato la farina a fontana, ho creato una fossa al centro e ci ho versato le uova sbattute e un pizzico di sale. Ho impastato il tutto per ca. 15-20 minuti. Ho fatto riposare la pasta per ca. 15 minuti (forse un po' poco?) e poi ho steso delle sfoglie con la macchina per pasta. Per ritagliare i ravioli ho usato la forma che vedete nella foto in basso. Mi sembra che in questo modo i ravioli siano venuti più pieni, ma forse è più facile ritagliarli con la rotella o con lo stampo. La forma va cosparsa di farina, altrimenti diventa difficile togliere i ravioli.


Ho cotto i ravioli nell'acqua salata per pochissimi minuti, finché non sono venuti a galla e li ho serviti con un po' di burro, il parmigiano grattugiato e i semi di zucca tostati.

Per fare la pasta ho usato la farina per la pasta fatta in casa, ma la prossima volta userò la normalissima farina 00, perché con questo mix la pasta viene un po' troppo al dente. Secondo me va bene per la pasta tipo spaghetti, fettuccine o la pasta corta, ma i ravioli dovrebbero essere un po' più morbidi. Poi, un altro appunto per il futuro: far riposare la pasta per più tempo. Ho visto che alcuni consigliano di farla riposare perfino per 1 ora...

Ecco le foto di work in progress:  

 

 

Con questa ricetta partecipo al contest "Zucche alla riscossa":


Tuesday, 30 October 2012

Pane con la zucca / Chleb z dynią

Polska wersja

Eh sì, abbiate pazienza, devo consumare la zucca... :) Del resto, si dice sempre che bisogna mangiare la frutta e verdura di stagione... Questa volta Vi propongo il pane con la zucca. Confesso subito che ho usato il lievito di birra e non la pasta madre che serve per fare il VERO pane... sto ancora maturando la decisione di rifare la pasta madre per fare il pane "come si deve"... l'ultima pasta madre è morta dopo essere stata abbandonata per troppo tempo... Comunque, anche se con il lievito di birra, questo pane è venuto molto morbido e ben lievitato, quindi provatelo!



INGREDIENTI:
  • 500 g farina 0
  • 350 g manitoba
  • 500 g di zucca fresca
  • 1 cubetto di lievito di birra
  • 100 ml d'acqua tiepida
  • 1 cucchiaio di zucchero di canna
  • ca. 1 cucchiaino da caffè di sale
  • una manciata di semi di zucca

Ho tagliato la zucca a dadini e l'ho stufata con un mestolo d'acqua a fuoco basso. Dopo ho scolato la zucca e l'ho schiacciata con la forchetta. Questa volta ho preferito non usare il minipimer, perché la purea sarebbe stata troppo acquosa (tipo vellutata) e secondo me per il pane era meglio usare la purea un po' più "grossolana". 

Ho stemperato il lievito di birra con 2-3 cucchiai d'acqua e lo zucchero e l'ho lasciato "lavorare" in un posto caldo. Ho setacciato le due farine e ci ho versato il lievito, ho mescolato con un cucchiaio di legno. Ho aggiunto la purea di zucca, il resto d'acqua e il sale. In base alla consistenza dell'impasto potrebbe essere necessario aggiungere un po' di farina o un po' d'acqua. Impastate finché l'impasto non diventi liscio. Se l'impasto continua ad attaccarsi alle mani, potete aggiungere un filo d'olio e poi continuate a lavorarlo. Lasciate riposare coperto con un canovaccio finché non triplica il proprio volume.


Quando l'impasto è lievitato, incorporateci i semi di zucca. Impastate richiudendo l'impasto a libro più volte per far distribuire i semi. Poi formate una pagnotta e lasciatela riposare per ca. 30 minuti. Intanto preriscaldate il forno a 200°C. Trasferite la pagnotta su una placca ricoperta di carta da forno (certo, sarebbe ancora meglio la pietra refrattaria) e infornate per ca. 30 minuti. Io ho praticato anche dei tagli che hanno sì una funzione estetica, ma servono anche per non far rompere la scorza durante la cottura.

Dopo la cottura lasciate raffreddare il pane su una griglia e... cercate di resistere a non assaggiarlo :)


Il pane ha la scorza croccante, ma dentro è morbido grazie all'uso della manitoba. Potete anche sostituirla con la farina normale o magari con la farina integrale. Si potrebbe anche sostituire una parte della farina con della crusca... mi sa che la prossima volta farò così... perché io non ce la faccio proprio a fare una cosa due volte nello stesso modo... anche questa è un'eredità di mia nonna Irena come l'abitudine di comprare vestiti finché l'armadio non scoppi (quello di mia nonna non si chiude neanche), quella di fare tante (troppe) cose tutte insieme e di parlare troppo e troppo ad alta voce...  :))) 


 Con questa ricetta partecipo alla sfida "Zucche alla riscossa" di Tiziana e Alessia:


Wednesday, 24 October 2012

Gli Involtini di verza autunnali / Jesienne gołąbki


Ieri sono tornata a casa come al solito verso le 19.00 e senza neanche cambiarmi i vestiti mi sono messa all'opera... (almeno le mani le ho lavate :))) In frigo c'era la verza dall'aspetto un po' triste... nell'armadietto il grano saraceno comprato qualche tempo fa al negozio polacco... nel congelatore un paio di salsicce... e poi avevo in mente la sfida dei piatti marroni... Mi chiedo "Faccio in tempo a fare i gołąbki prima che la famiglia inizi a reclamare la cena? E poi, faccio in tempo a fare le foto?"... non lo so, ma ci provo...

Allora mi tuffo nei preparativi, con una mano mescolo il grano, con l'altra lavo la verza, con l'altra stiro lo strofinaccio per il "set"... no, scusate, ne ho solo due di mani... purtroppo... allora mentre il grano cuoce vado su a prendere il rosmarino, poi mi vado a cambiare (non ce la faccio più con questa camicia), metto "in mezzo" pure il soft box e le luci, avvolgo, condisco, inforno e... Sono le 21.00, gli involtini sono pronti, le foto fatte, la cucina sotto sopra (ma per fortuna non spetta a me sistemare :P)... beh, direi che è andata bene...   


INGREDIENTI per 16 involtini:
  • 16 foglie di verza
  • 200 g grano saraceno
  • 2 salsicce
  • ca. 300 g funghi (vanno bene anche surgelati o secchi)
  • 1 cipolla
  • 1 cucchiaio di burro
  • olio evo
  • rosmarino
  • sale q.b.
  • 1 cucchiaio di farina

Per prima cosa ho cotto il grano saraceno nell'acqua salata per ca. 20 minuti. Nell'acqua di cottura del grano ho sbollentato anche le salsicce (ma potete anche aggiungerle crude senza pelle). In questo modo ho ottenuto una specie di brodo che ho usato poi per fare la salsa. Mentre il grano cuoceva, ho lavato le foglie di verza e ho eliminato la parte centrale più dura delle foglie. Ho sbollentato le foglie di verza per ca. 5 minuti, dopodiché le ho lasciate gocciolare in un colapasta.

Ho tritato la cipolla e ne ho soffritto 3/4 con un filo d'olio, ho aggiunto ca. 200 g di funghi, ho salato e gli ho fatti cuocere per ca. 10 minuti. Dopo ho aggiunto la salsiccia tagliata a pezzettini e qualche fogliolina di rosmarino; ho continuato la cottura finché la salsiccia non era pronta. A questo punto ho unito i funghi con la salsiccia con il grano saraceno precedentemente sgocciolato. Ho aggiustato di sale e ho mescolato il tutto. 


Ho preparato gli involtini con la verza e il ripieno. Per ogni involtino ho messo ca. 2 cucchiai di ripieno. Ho imburrato leggermente la teglia e ho sistemato gli involtini. Ho messo qualche pezzettino di burro sopra gli involtini e gli ho infornati per ca. 35-40 minuti a 180°C. 

Mentre gli involtini erano al forno, ho soffritto la cipolla tritata e i funghi rimasti (ca. 100 g). Quando i funghi erano cotti, ci ho versato due mestoli di brodo delle salsicce. Intanto in una tazza ho preparato un addensante mischiando un mestolo di brodo con un cucchiaio di farina. Ho girato bene e ho versato il preparato nella salsa di funghi attraverso un colino (così non si creano grumi). Ho abbassato il fuoco e ho continuato la cottura girando sempre. Alla fine ho aggiustato la salsa di sale e di pepe... Ho servito gli involtini con la salsa. Beh, è stata lunga, ma ce l'abbiamo fatta! Buon appetito!


E adesso una nota di "cultura generale", gli involtini di verza sono un piatto tipico polacco. Normalmente si fanno con la verza bianca dalle foglie lisce che in Italia viene chiamata crauti e con il ripieno di riso e carne macinata. Gli involtini preparati in questo modo si chiamano "gołąbki" (letteralmente: i piccioncini, non chiedetemi perché) e si servono con la salsa di pomodoro, quindi se andate in Polonia e Vi propongono i "piccioncini", niente paura! :)

Con questa ricetta preparata al volo partecipo alla sfida Brown like Autumn:

Related Posts with Thumbnails